Wywiad z ekspertem ds. rekrutacji i pracy na Islandii – Januszem Grądzielem

Islandia od lat przyciąga polskich pracowników obietnicą wysokich zarobków i unikalnego stylu życia. Ale czy każdy jest gotowy na islandzki rynek pracy? O najczęstszych błędach kandydatów, pułapkach rekrutacyjnych i tym, jak naprawdę wygląda praca na wyspie rozmawiamy z Januszem Grądzielem – rekruterem z 15-letnim doświadczeniem w rekrutacji na rynki skandynawskie, specjalizującym się w Islandii.

Janusz Grądziel przez ostatnie półtorej dekady przeprowadził setki rekrutacji dla islandzkich pracodawców, widział tysiące CV i przeprowadził niezliczone rozmowy kwalifikacyjne. W tym szczerym wywiadzie zdradza, jakie błędy najczęściej popełniają polscy kandydaci i jak ich uniknąć, by zwiększyć swoje szanse na sukces zawodowy w Islandii.


Redakcja: Panie Januszu, od lat specjalizuje się Pan w rekrutacji pracowników na islandzki rynek pracy. Co sprawiło, że właśnie Islandia?

Janusz Grądziel: To był naturalny rozwój mojej kariery. Zaczynałem od Norwegii i Danii, ale około 2010 roku zauważyłem, że Islandia ma ogromne niedobory kadrowe przy stosunkowo małej liczbie agencji rekrutacyjnych specjalizujących się w pracownikach z Polski. To był niszowy rynek z ogromnym potencjałem. Dziś mogę powiedzieć, że nie żałuję tej decyzji – Islandia to fascynujący kraj, ale też rynek wymagający bardzo specyficznego podejścia rekrutacyjnego.

Redakcja: Czyli nie można podejść do Islandii jak do „kolejnego skandynawskiego kraju”?

Janusz Grądziel: Absolutnie nie! To jest fundamentalny błąd numer jeden. Wielu kandydatów traktuje Islandię jak „mniejszą Norwegię” – myślą, że wystarczy skopiować CV, które działało w Norwegii czy Danii, i gotowe. Nic bardziej mylnego. Islandia ma swoją specyfikę – to mikrospołeczność 380 tysięcy osób, gdzie prawie wszyscy się znają. Tutaj liczy się autentyczność, konkretność i przede wszystkim realistyczne oczekiwania.

Redakcja: Mówi Pan o realistycznych oczekiwaniach. Jakie nierealistyczne oczekiwania najczęściej spotyka Pan u kandydatów?

Janusz Grądziel: Och, lista jest długa! [śmiech] Ale top 3 to: po pierwsze – przekonanie, że „skoro płacą dużo, to praca będzie lekka”. Islandia płaci dobrze, bo wymaga ciężkiej pracy w trudnych warunkach. Po drugie – myślenie, że można przyjechać bez żadnych oszczędności i „jakoś to będzie”. Pierwsze tygodnie to jest inwestycja – mieszkanie wymaga kaucji, jedzenie jest drogie, pierwsza wypłata przychodzi po miesiącu. Po trzecie – ignorowanie kwestii pogody i izolacji geograficznej. Ludzie widzą piękne zdjęcia Islandii na Instagramie i myślą „o, fajnie, pojadę”. Nie zdają sobie sprawy, że przez pół roku będą pracować w ciemności, przy wietrze, który przewraca samochody i bez możliwości szybkiego powrotu do Polski na weekend.

Redakcja: Wspomniał Pan o braku oszczędności. Ile realnie potrzeba na start?

Janusz Grądziel: Minimum 1,000-1,500 EUR czystego bufora. I to jest absolutne minimum dla osoby, która ma zagwarantowane zakwaterowanie przez pracodawcę. Jeśli musisz szukać mieszkania sam – podwój tę kwotę. Błąd, który widzę co tydzień: kandydaci przychodzą z 300 EUR w kieszeni i pytają „czy wystarczy?”. Nie, nie wystarczy. Pierwszy miesiąc to koszty: kaucja za mieszkanie (często 2-3 miesięczne czynsze), jedzenie na miesiąc (400-600 EUR), transport, ubrania odpowiednie na islandzką pogodę. Widziałem ludzi, którzy musieli wracać do Polski po dwóch tygodniach, bo po prostu zabrakło im pieniędzy do pierwszej wypłaty.

Redakcja: Przejdźmy do procesu aplikowania. Jakie błędy w CV najczęściej Pan widzi?

Janusz Grądziel: Mam ich pełną kolekcję! [śmiech] Błąd numer jeden: CV w języku polskim. Wiem, że to brzmi oczywiste, ale dostajemy dziesiątki CV tylko po polsku. Islandzcy pracodawcy oczekują CV po angielsku. Język islandzki jest mile widziany, ale nie wymagany – angielski to must have. Błąd numer dwa: CV bez konkretów. „Pracowałem na budowie” – gdzie? ile czasu? co dokładnie robiłeś? jakie maszyny obsługiwałeś? Islandczycy są pragmatyczni – chcą wiedzieć konkretnie, co umiesz, nie ogólników. Błąd numer trzy: brak numeru telefonu z polskim kierunkowym lub podawanie tylko polskiego maila. To sugeruje, że kandydat nie myśli poważnie o Islandii, tylko „rzuca CV na oślep”. Błąd numer cztery: zdjęcie z wakacji lub imprezowe. Albo w ogóle zdjęcie z selfie. To jest CV, nie profil randkowy. Profesjonalne zdjęcie lub żadnego – tyle w temacie.

Redakcja: A co z kwestią nadkwalifikacji? Czy to też może być problem?

Janusz Grądziel: O tak! To bardzo częsty błąd. Inżynier z tytułem magistra aplikuje na stanowisko pomocnika magazynowego, bo „słyszał, że w Islandii dobrze płacą”. Islandzcy pracodawcy boją się takich kandydatów – wiedzą, że po trzech miesiącach osoba się znudzi i odejdzie. A szkolenie pracownika to inwestycja czasu i pieniędzy. Moja rada: aplikuj na stanowisko adekwatne do swoich kwalifikacji i doświadczenia. Jeśli jesteś wykwalifikowanym elektrykiem, aplikuj jako elektryk, nie jako sprzątacz. Nawet jeśli wydaje ci się, że „jako sprzątacz łatwiej znaleźć pracę” – to mit. Łatwiej znaleźć pracę, gdy aplikujesz tam, gdzie twoje kompetencje są potrzebne i doceniane.

Redakcja: Wspomniał Pan o języku angielskim. Jaki poziom jest realnie wymagany?

Janusz Grądziel: To zależy od branży, ale powiem szczerze: błędem jest twierdzenie „znam angielski” gdy znasz 50 słów. Podstawowa komunikacja to minimum B1 – rozumiesz polecenia, potrafisz opisać problem, zapytać o coś, wyjaśnić sytuację. Jeśli twój angielski kończy się na „yes”, „no”, „I don’t understand” – będziesz miał problem. Nie mówię, że musisz mówić jak native speaker, ale komunikatywny angielski to podstawa. I tu kolejny błąd: kłamanie o poziomie języka w CV. „Angielski – biegły” a potem na rozmowie video kandydat nie potrafi odpowiedzieć na pytanie „tell me about your experience”. To jest immediate red flag. Pracodawca czuje się oszukany i koniec rozmowy. Lepiej napisać uczciwie „angielski podstawowy, komunikatywny” niż „biegły” i zrobić z siebie kłamcę w pierwszych 30 sekundach rozmowy.

Redakcja: Rozmawialiśmy niedawno z kandydatem, który skarżył się, że „nigdzie nie odpisują”. Dlaczego tak się dzieje?

Janusz Grądziel: Znam tę frustrację, ale często to efekt błędów po stronie kandydata. Najczęstsze przyczyny braku odpowiedzi: CV w złym formacie (np. .pages, które nikt nie może otworzyć), brak informacji kontaktowych, nieprofesjonalny adres email (coś w stylu „sexybojpl@domena.pl” – autentyczny przykład, który dostałem!), aplikowanie na stanowiska, do których kandydat kompletnie nie pasuje, albo – i to jest częste – masowe wysyłanie identycznego CV do dziesiątek firm jednocześnie. Pracodawcy to widzą. Dostają CV z listem motywacyjnym „Szanowni Państwo w Firmie X”, a wysłane jest do Firmy Y. To pokazuje brak zaangażowania i szacunku. Inny błąd: aplikowanie przez ogólny formularz „careers” zamiast bezpośredniego kontaktu. W Islandii, gdzie społeczeństwo jest małe, bezpośredni kontakt – mailowy lub telefoniczny – jest znacznie skuteczniejszy niż anonimowe formularze.

Redakcja: A co z referencjami? Czy są naprawdę sprawdzane?

Janusz Grądziel: Tak, i to dokładnie! To kolejny obszar, gdzie kandydaci popełniają błędy. Po pierwsze – podawanie referencji bez uprzedzenia tych osób. Pracodawca dzwoni, a referent nie wie o co chodzi, jest zaskoczony, mówi coś nieprzemyślanego. Katastrofa. Po drugie – podawanie referencji od kolegi, a nie od przełożonego. „Mój kumpel Zbyszek potwierdzi, że dobrze pracowałem” – to nie jest referencja. Referencja to były szef, kierownik projektu, brygadzista. Po trzecie – i to jest poważne – fałszywe referencje. Podawanie numeru swojego telefonu lub telefonu znajomego udającego byłego szefa. W małej islandzkiej społeczności takie rzeczy szybko wychodzą na jaw i wtedy jesteś spalony nie tylko w jednej firmie, ale praktycznie w całym sektorze. Islandczycy się znają, rozmawiają, ostrzegają się nawzajem przed nieuczciwymi kandydatami.

Redakcja: Sporo mówiliśmy o błędach w aplikacji. A co z rozmową kwalifikacyjną?

Janusz Grądziel: Och, tu też mam bogate doświadczenia! [śmiech] Najczęstsze błędy na rozmowie video czy telefonicznej: Po pierwsze – spóźnienie. „Internet mi padł”, „zapomniałem”, „pomyliłem strefy czasowe”. W Islandii punktualność to podstawa szacunku. Jeśli się spóźnisz bez wcześniejszego uprzedzenia, rozmowa jest właściwie skończona zanim się zaczęła. Po drugie – rozmowa w hałaśliwym miejscu. Kandydat dzwoni z autobusu, z ulicy, ze sklepu. Słychać krzyki dzieci w tle, muzyka gra. To pokazuje brak profesjonalizmu. Po trzecie – brak przygotowania. „A co ta firma robi?” – jeśli tego nie wiesz, po co aplikowałeś? 5 minut googlowania przed rozmową to minimum. Po czwarte – mówienie źle o poprzednim pracodawcy. „Poprzedni szef to był idiota” – nawet jeśli to prawda, nie mów tego na rozmowie. To pokazuje, że jesteś konfliktowy i będziesz mówił źle też o nich za parę miesięcy. Po piąte – i to jest bardzo częste – pytanie o pieniądze jako pierwsze pytanie. „Ile płacicie?” jeszcze przed „dzień dobry” praktycznie. Oczywiście pieniądze są ważne, ale daj pracodawcy szansę przedstawić ofertę. Zapytaj o zakres obowiązków, warunki, zespół, dopiero potem płacę.

Redakcja: A jak wygląda sytuacja z certyfikatami i kwalifikacjami?

Janusz Grądziel: To jest bardzo istotna kwestia, gdzie błędy mogą kosztować utratę oferty pracy. Pierwszy błąd: niewiedza, które kwalifikacje wymagają nostryfikacji w Islandii. Niektóre zawody regulowane – pielęgniarki, nauczyciele, elektrycy – wymagają uznania kwalifikacji przez islandzkie instytucje. Kandydaci aplikują, dostają ofertę, a potem okazuje się, że nie mogą legalnie pracować, bo nie mają uznanego dyplomu. To trzeba sprawdzić PRZED aplikowaniem. Drugi błąd: brak certyfikatów BHP. W budownictwie, offshore, transporcie – certyfikaty bezpieczeństwa są obowiązkowe. „Zrobię jak przyjadę” – nie, nie zrobisz. Pracodawca oczekuje, że przyjedziesz gotowy do pracy. Trzeci błąd: certyfikaty po polsku bez tłumaczenia. Islandzki pracodawca nie rozumie polskiego certyfikatu. Potrzebujesz tłumaczenia przysięgłego na angielski. To kosztuje 50-100 EUR, ale to inwestycja, która się zwraca.

Redakcja: Czy są jakieś specyficzne „czerwone flagi” dla pracodawców islandzkich, których polscy kandydaci mogą nie być świadomi?

Janusz Grądziel: Tak, i to bardzo specyficzne dla Islandii! Pierwsza czerwona flaga: mówienie, że „chcę pojechać do Islandii na rok, zarobić i wrócić”. Islandczycy szukają ludzi, którzy są otwarci na dłuższą współpracę. Nawet jeśli w głębi duszy planujesz zostać rok, nie mów tego wprost. Druga flaga: narzekanie na pogodę już na rozmowie. „Słyszałem, że jest tam zimno i wietrznie” – no tak, jesteś na rozmowie o pracę w Islandii, co się spodziewałeś? [śmiech] To pokazuje, że nie jesteś przygotowany mentalnie. Trzecia: pytanie czy można pracować zdalnie z Polski. W branżach fizycznych to absurd, ale dostaję takie pytania. Czwarta: historia częstych zmian pracy. „W ciągu roku pracowałem w 5 miejscach” – dlaczego? Islandczycy cenią stabilność. Jeśli zmieniasz pracę co 2 miesiące, są sygnał, że jesteś problemem. Piąta: brak pytań ze strony kandydata. Koniec rozmowy, „Czy ma Pan jakieś pytania?” – „Nie, wszystko jasne”. To pokazuje brak zainteresowania. Zawsze miej przygotowane 2-3 pytania o pracę, zespół, rozwój.

Redakcja: Porozmawiajmy o agencjach pośredniczących. Jakie błędy popełniają kandydaci przy współpracy z agencjami?

Janusz Grądziel: To bardzo ważny temat! Pierwszy błąd: ufanie każdej agencji, która obiecuje złote góry. „Zarobisz 5,000 EUR miesięcznie jako sprzątacz” – jeśli brzmi za dobrze, żeby było prawdą, prawdopodobnie nie jest prawdą. Sprawdzaj agencję – opinie w internecie, grupy na Facebooku, fora emigrantów. Drugi błąd: nieprzeczytanie umowy przed podpisaniem. Ludzie podpisują po polsku tłumaczoną umowę, nie czytając jej. A potem okazuje się, że agencja pobiera prowizje, które nie były jasno zakomunikowane, lub że zakwaterowanie kosztuje 800 EUR miesięcznie za pokój współdzielony z trzema osobami. Trzeci błąd: płacenie agencji za pośrednictwo. Uczciwe agencje biorą prowizję od pracodawcy, nie od pracownika. Jeśli agencja żąda od Ciebie 500 EUR za „znalezienie pracy”, to jest red flag. Czwarty błąd: niekomunikowanie problemów. Coś nie działa – zakwaterowanie nie takie jak obiecywano, pracodawca nie płaci na czas – kandydaci milczą, boją się. Komunikuj problem agencji NATYCHMIAST. Uczciwa agencja będzie chciała to rozwiązać, bo jej reputacja zależy od zadowolonych pracowników.

Redakcja: Wspomniał Pan o zakwaterowaniu. To chyba częsty problem?

Janusz Grądziel: O tak! Zakwaterowanie to jeden z najbardziej konfliktowych obszarów. Błędy kandydatów: Po pierwsze – nieżądanie szczegółów przed przyjazdem. „Zapewniam zakwaterowanie” – jakie? gdzie? z kim dzielisz pokój? jaki standard? ile kosztuje? Żądaj zdjęć, dokładnego adresu. Sprawdź w Google Street View jak wygląda okolica. Po drugie – akceptowanie ofert typu „znajdziesz mieszkanie jak przyjedziesz”. Na islandzkim rynku nieruchomości, gdzie brakuje mieszkań, to przepis na katastrofę. Bez gwarancji zakwaterowania nie wyjeżdżaj. Po trzecie – niezweryfikowanie kosztów. „Zakwaterowanie zapewnione” nie oznacza „darmowe”. Ile kosztuje miesięcznie? Czy jest potrącane z wypłaty? Czy jest umowa najmu? Co się dzieje, gdy kończysz pracę – musisz się natychmiast wyprowadzić? To są kluczowe pytania, które musisz zadać PRZED podpisaniem umowy o pracę.

Redakcja: A co z kwestiami finansowymi? Jakie błędy finansowe popełniają nowi pracownicy?

Janusz Grądziel: Och, to jest duży temat! Najczęstsze błędy finansowe: Po pierwsze – niedoszacowanie kosztów życia. „Zarobię 3,000 EUR, czyli odłożę 2,500 EUR” – nie, nie odłożysz. Jedzenie w Islandii jest drogie, mieszkanie też. Realistycznie odłożysz 1,000-1,500 EUR z takich zarobków, nie 2,500. Po drugie – brak konta bankowego przed przyjazdem. Można otworzyć islandzkie konto online przed wyjazdem. Dlaczego to ważne? Bo pracodawca płaci TYLKO przelewem, a posiadanie konta już pierwszego dnia pracy to ogromne ułatwienie. Po trzecie – niezrozumienie systemu podatkowego. Islandia ma szczegółowy system podatkowy. Musisz otrzymać numer kennitala (islandzki PESEL) i zarejestrować się w urzędzie skarbowym. Kandydaci ignorują to, a potem mają problemy z nadpłatami podatkowymi lub niedopłatami. Po czwarte – wydawanie wszystkiego pierwszego miesiąca. „Nareszcie mam pieniądze!” i w ciąg tygodnia wszystko wydane na głupoty. Pierwsze 3-6 miesięcy powinno być oszczędzaniem na bufor bezpieczeństwa – minimum 3 miesiące kosztów życia. Nigdy nie wiesz, co się stanie.

Redakcja: Wspominał Pan o kennitala. Jakie błędy popełniają ludzie z dokumentami i formalnościami?

Janusz Grądziel: Formalności to obszar, gdzie błędy mogą mieć poważne konsekwencje prawne. Pierwszy błąd: opóźnianie rejestracji. Masz obowiązek zarejestrować się w Registers Iceland i otrzymać kennitala. Kandydaci odkładają to „na później”, a to blokuje wszystko – nie możesz otworzyć konta, podpisać umowy najmu, dostać karty zdrowotnej. Zrób to w pierwszym tygodniu. Drugi błąd: brak ważnego dokumentu tożsamości. Dowód osobisty czy paszport musi być ważny przez cały planowany pobyt. „Dowód wygasa za miesiąc, ale pomyślę o tym później” – nie, pomyśl teraz, bo bez ważnego dokumentu nie zarejestrujesz się. Trzeci błąd: niezbadanie, czy potrzebujesz nostryfikacji dyplomu. Dla niektórych zawodów to konieczność. Sprawdź to PRZED wyjazdem, nie potem. Czwarty błąd: lekceważenie ubezpieczenia zdrowotnego. W Islandii system zdrowotny jest mieszany – publiczny i prywatny. Musisz zarejestrować się w systemie. Kandydaci zakładają, że „jakoś będzie”, a potem mają problem, gdy potrzebują lekarza.

Redakcja: Już na koniec – jaką jedną radę dałby Pan osobie, która rozważa wyjazd do pracy w Islandii?

Janusz Grądziel: Gdybym miał wybrać jedną, najważniejszą radę, to byłoby to: Przygotuj się, zamiast improwizować. Większość błędów, o których rozmawialiśmy, wynika z braku przygotowania. Ludzie myślą „pojadę, zobaczę, jakoś to będzie”. W Islandii „jakoś” może oznaczać spędzenie wszystkich oszczędności w dwa tygodnie i smutny powrót do Polski. Przygotowanie to: zbadanie rynku pracy, sprawdzenie kosztów życia, przygotowanie budżetu, nauczenie się podstaw angielskiego, zebranie certyfikatów, sprawdzenie agencji, przeczytanie umowy, zweryfikowanie zakwaterowania, zaplanowanie pierwszego miesiąca. To brzmi jak dużo pracy, ale to różnica między sukcesem a porażką. Islandia to nie jest kraj dla improwizatorów – to kraj dla ludzi zdeterminowanych, przygotowanych i realistycznych. Jeśli jesteś gotów zainwestować czas w przygotowanie – Islandia może być najlepszą decyzją twojego życia.

Redakcja: Dziękujemy za rozmowę i mnóstwo praktycznych wskazówek!

Janusz Grądziel: Dziękuję! I życzę wszystkim kandydatom powodzenia – przygotowanym, realistycznym i zdeterminowanym. Dla nich Islandia ma wiele do zaoferowania. Jeśli czytelnicy mają do mnie jakieś pytania postaram się na nie udzielić odpowiedzi w komentarzach.


Janusz Grądziel to rekruter z 15-letnim doświadczeniem w rekrutacji pracowników na rynki skandynawskie, ze specjalizacją w Islandii. Współpracuje z dziesiątkami islandzkich pracodawców w branżach: budownictwo, turystyka, rybołówstwo, produkcja i logistyka. Mieszka na zmianę w Polsce i Islandii. Prowadzi szkolenia dla kandydatów przygotowujących się do wyjazdu oraz doradza firmom rekrutacyjnym w optymalizacji procesów.

29 października, 2025 12:23 am

wyświetleń: 1372, dzisiaj: 0